Mąż siedzi przy komputerze, za jego plecami żona.
Żona mówi:
-No weź, puść mnie na chwile, teraz ja sobie posurfuje po internecie...
A mąż na to:
-No ku.. mać Czy ja Ci wyrywam gąbkę z ręki jak zmywasz naczynia,:)

Staś telefonuje ze swoją
nową, niedawno
poznaną „miłością”.
- Uwielbiam czerwone
wino... – szepcze
„miłość” do słuchawki.
- Mam pełną piwnicę
czerwonego wina... -
dostraja się Stasiu.
- Mogę cały dzień
słuchać Stevie
Wondera... –
kontynuuje dziewczyna.
Staś nie pozostaje
dłużny:
- Mam całą górną półkę
jego płyt...!
Głos laski przechodzi w
szept:
- Uwielbiam się kochać
na zwierzęcych
futrach...
- Wytłukę wszystkie
swoje chomiki!!!

Gruzin pokazuje
fotografie... - O z brodą
i dypomem - to ja na
uniwersytecie! - Aha! A
tu gdzie? - A za ławką
szkolną, z brodą - to ja!
- A tu? - A to
przedszkole! Znajdziesz
mnie? - O ten! - Mmm...
nie! Ten z brodą - to
nasz dozorca! To - ja! -
Aaa...hehehe...No tak,
bez brody! A ten w
pieluszkach i z brodą? -
To ja. - Nie nie
rozumiem, dlaczego w
pieluszkach z brodą, a
w przedszkolu nie!? -
Golić się jeszcze nie
umiałem.

Przychodzi baba do
lekarza i mówi:
- Panie doktorze, mój
mąż nie wykazuje
żadnej aktywności w
łóżku i chyba w ogóle
na niego już nie
działam...!
- Dobrze, przepisze pani
takie kropelki, proszę je
dawkować mężowi po
trzy krople do każdego
posiłku to na pewno
poskutkuje.
Babka przychodzi do
domu, wskakuje do
wanny, potem
przygotowuje obiad.
Będą pierogi. Babka se
myśli "E, tam trzy
krople, wleje od razu
cala flaszeczkę, będzie
zabawa aż milo!".
Przychodzi do domu
mąż, pierogi lądują na
stole, a babka znów do
łazienki i przebiera się w
seksowne ciuszki.
Nagle słyszy wrzask
męża:
- STARA, CHONO TU !!!
Żona odkrzykuje "Już,
momencik!", zaczyna
poprawiać fryzurę. Za
chwile znowu słychać
męża:
- STARA, no chodźże tu
szybko !!!
Żona znów "Jeszcze
chwileczka!!!" - już cala
w "skowronkach".
Znowu stary krzyczy:
- STARA, chodź, bo nie
mogę!!!
Żona wyskakuje w te
pędy z łazienki, wpada
do pokoju... Mąż siedzi
przy stole i trzyma się za
brzuch ze śmiechu:
- Ty, stara, patrz -
pierogi się pie****lą

Mieszkaniec
Luksemburga pojechał
do swojej znajomej
Niemki. Po powrocie
opowiada kolegom: - A
potem kochaliśmy się w
pozycji "37,84". - A co
to takiego? - Normalne
"69" tylko, że Niemcy
teraz wszystko
przeliczają na euro

Edyta Górniak
postanowiła wyjechać
na głęboką prowincję
aby odpocząć od
stresów których w
ostatnich czasach miała
dość dużo.
Przechadzając się po
owym zadupiu
zauważyła wiejskie kino.
Postanowiła wejść bo już
dawno nie miała okazji
w spokoju obejrzeć
sobie filmu. Jednak
wczesniej bardzo
starannie się
zakamuflowała aby nikt
jej nie poznał. Kupiła
bilet, weszła na salę i
usiadła z boczku.
Jednak po chwili wszyscy
zgromadzeni wstali i
zaczeli klaskać w jej
stronę. Pani Edyta
wstała wzburzona i
zaczęła wrzeszczeć: -
Dajcie mi do jasnej
cholery spokój !!! W tym
samym momencie
podszedł do Edytki jakiś
facet i powiedział: -
Widzę panią pierwszy
raz na oczy ale
chciałbym w imieniu
wszystkich bardzo
podziękować że pani
przyszła, uratowała nam
pani wieczór. -
Dlaczego? -Bo filmy
grają u nas tylko jeżeli
na sali jest conajmniej
10 osób, a pani wlasnie
jest dziesiąta..

Starszy ale dobrze
zbudowany facet
siedział sobie w
przydrożnym barku i
jadł obiadek. Do knajpy
weszło trzech
motocyklistów... skóry...
długie pióra... mordy
kaprawe... jednym
słowem Hells Angels...
widać było, że szukają
zaczepki... Pierwszy z
nich przechodząc koło
stolika staruszka zgasił
cygaro w jego
szarlotce... drugi napluł
mu do kawy... a trzeci
wywalił talerz z jego
obiadem do góry
nogami... Facet nie
zareagował na
zaczepkę... podszedł do
barmanki... szybko
zapłacił i równie szybko
ulotnił się z baru ....
Harleyowcy rozsiedli się
i zamówili browary. Po
chwili barmanka
przyniosła kufle i
postawiła na stole...
wtedy jeden z nich
zagadnął : - Hej laska...
widziałaś tego frajera?
Zmył się momentalnie...
ciota nie facet!
Barmanka na to : -
Noo... kierowca też z
niego kiepski... -
Czemu ? - Widziałam
przed chwilą przez
okno jak swoim
trackiem rozjechał trzy
motory...

Księgowy, świeżo po
studiach, znalazł prace
w urzędzie skarbowym i
na pierwszy ogień miał
sprawdzić księgi
podatkowe starego
Rabbina. Znad sterty
ksiąg oszczędnego
rabina sprawdzając
należności podatkowe
wpadł mu do głowy
pewien pomyśl.
Zażartuje sobie z
wielebnego.
- Rabbi - powiedział -
widzę, że kupujesz dużo
świec...
- Tak - odparł Rabbin
- A co robisz ze
skapującym woskiem i
niedopalonymi
świecami?
- Dobre pytanie -
powiedział Rabbin -
zbieramy to i kiedy
uzbiera się całe pudełko
wysyłamy do
producenta, a on, tak
dawniej jak i teraz,
przysyła nam nowe
pudełko za darmo.
- Aha - powiedział
księgowy niezadowolony
z tego, że jego
niecodzienne pytanie
miało najzwyklejsza w
świecie odpowiedz.
Myślał wiec dalej...
- Rabbinie, a co z
zakupem macy? Co
robisz z okruszkami,
które ci zostaną?
- A tak - powiedział
Rabbin - zbieramy je, a
kiedy jest ich cale
pudełko wysyłamy do
producenta, a ten, tak
dawniej jak i teraz,
przysyła nam nowe
opakowanie za darmo.
- Aha- powiedział
księgowy i jeszcze
intensywniej zastanawiał
się jak podejść Rabbina.
- Dobrze Rabbinie -
kontynuował - a co
robicie z napletkami,
które zostaną po
obrzezaniu?
- Tak, tu tez nie ma
marnotrawstwa.
Wszystkie dokładnie
zbieramy i kiedy uzbiera
się pudełko wysyłamy
do urzędu
skarbowego."
- Do Urzędu
Skarbowego ? - spytał
zmieszany księgowy.
- A tak, do Urzędu, a
oni mniej więcej raz w
roku przysyłają nam
takiego małego k*tasika,
jak ty...

Biznesmen wybiera się w
delegację. Zagląda do
walizki po czym woła
żonę :
- Kochanie ?
- Tak skarbie ?-
odpowiada żona.
- Kochanie - mówi
łagodnym tonem -
dlaczego pakujesz mi do
walizki prezerwatywy, za
każdym razem kiedy
jadę w delegację ? Wiesz
przecież, że poza tobą
świata nie widzę. Zawsze
jestem ci wierny.
- Oh, wiem kochanie,
ufam ci - odpowiedziała
słodko - to przez to, że
wiesz, tyle jest teraz tych
paskudnych chorób...to
daje mi pewność, że nic
ci się nie stanie, że jesteś
bezpieczny. Dlatego
proszę, zrób to dla
mnie i zabierz je ze
sobą.
- Dobrze, jeśli tak
stawiasz sprawę. Zrobię
to dla ciebie.....Ale na
litość boską, daj mi
więcej niż JEDNĄ !

Zebrał wódz indiański
"Siedzący Pies" całe
swoje plemię na naradę
wojenną:
- Czerwonoskórzy!
Jesteśmy wielkim
narodem?
- Taaaaak!
- To dlaczego nie mamy
własnej rakiety z
ładunkiem nuklearnym?
- Taaaa... Zbudujemy?
Huurraaa!
Ścięli tomahawkami
największą sekwoję w
okolicy, wydrążyli ją w
trudzie i
znoju, według starej,
indiańskiej recepty
wyprodukowali proch,
napchali
do wydrążonego pnia,
zapletli linę z lian i jako
lont wyprowadzili na
zewnątrz rakiety.
- Gdzie ją wystrzelimy?
- Na Erewań!
- A dlaczego na
Erewań?
- Innych miast nie
znamy...
Napisali na rakiecie "Na
Erewań", zbili się w
gromadę i podpalili
lont.
Jak nie pierd***ęło!
Prawdziwy Armagedon!
Dym, swąd, wszystkich
rozrzuciło w promieniu
kilkunastu metrów...
Wódz bez nogi, bez ręki
otrzepuje się z kurzu i
mówi:
- Ja pierd*lę!
Wyobrażacie sobie, co
się dzieje w Erewaniu?

Dżentelmen rozmawia
ze swoją sąsiadką:
- Madame, słyszałem
wczoraj jak Pani
śpiewała...
- Tak tylko, dla zabicia
czasu - odpowiada
zawstydzona dama.
- Straszną broń Pani
wybrała, Madame...

Przychodzi facet do
lekarza z teczką
wyników badań.
Lekarz przegląda,
przegląda, przegląda i w
końcu mówi:
- Mam dla pana dwie
wiadomości dobra i złą.
Na co pacjent:
- To ja tę zła najpierw
poproszę.
- Ma pan raka
prostaty...
- Ooch!... A ta dobra?
- Rozejdzie się po
kościach....

Przychodzi baba do
lekarza i mówi:
- Gdy tu dotykam boli,
gdy tu dotykam boli,
wszędzie gdzie dotykam,
to mnie boli
Lekarz na to:
- Ma pani złamany
palec wskazujący

Któregoś tam pięknego
wieczoru jeździliśmy z
kolegami w
poszukiwaniu klem,
bo samochód nie chciał
odpalić. Trafiliśmy w
końcu na stację
benzynację
naszego monopolisty, za
kasą urocze dziewczę,
więc kolega podchodzi
(wiadomo
dziewczę to dziewczę) i
pyta się:
- Są klemy?
Pani obsługująca z
rozbrajającym
uśmiechem również
pyta:
- Do ląk czy do twarzy?

Gdzieś w Hameryce.
Koleś w biurze
podchodzi do kobiety i
mówi jej, że jej włosy
ładnie dziś pachną. Ta
od razu leci do szefa i
mówi, że jest
molestowana sexualnie.
Szef mówi:
- Ale on tylko
powiedział, że Pani
włosy ładnie pachną. Co
w tym złego?
Na co kobitka:
- Tak, ale on ma 1,5 m
wzrostu!