Szczyt rasizmu:

Pić Whisky Black & White w dwóch oddzielnych szklankach.

Szczyt prostytucji:

Puszczać się na Saharze za garść piasku.

Szczyt pornografii:

Fidel jedzący banana.

Szczyt podobieństwa:

Namalować sobie taki portret, przy którym można się golić.

Szczyt pijaństwa:

Tak się upić, aby policyjny balonik po nadmuchaniu świecił.

Szczyt pecha:

Zostać zabitym przez meteoryt ze złota.

Szczyt pecha:

Przepłynąć całe morze i utonąć trzy metry od brzegu.

Szczyt patologii ideologicznej:

Członek z ramienia wysunięty na czoło.

Szczyt paniki:

Założyć hełm na lewa stronę... (czyli wywinąć go...)

Szczyt ostrożności:

Chodzić po ulicy na rękach, żeby nie dostać dachówką w łeb.

Szczyt optymizmu:

Dwaj homoseksualiści kupujący wózek dziecięcy.

Szczyt odwagi:

Nadepnąć barmanowi na nogę i powiedzieć, że zaraz dostanie jeszcze w pysk.

Szczyt odwagi i wytrzymałości:

Zjechać z dziesiątego piętra gołą du*ą po brzytwie jajami hamując na zakrętach.

Szczyt nieufności:

Wiercić w rurociąg Przyjaźni i patrzyć w którą stronę ropa płynie.

Szczyt niemożliwości:

Połaskotać tak żarówkę, aby ci w elektrowni się śmiali.