Dwaj wiejscy idioci spotykają się na drodze. Jeden z nich trzyma w dłoni reklamówkę z napisem "kurczaki".
- Hej, jeśli odgadnę, ile niesiesz kurczaków, dasz mi jednego z nich?
- Jeżeli odgadniesz, to dam ci oba.
- No dobra. Hmm...pięć?

Pewien Chińczyk sprzedaje na targu jabłka i krzyczy:
Chińczyk: Jabłka o wszystkich smakach świata!
Zaciekawiony facet podchodzi do Chińczyka i pyta:
Facet: Chińczyk, Ty na prawdę we wszystkich smakach masz te jabłka?
Chińczyk: Tak, prosze Pana.
Facet: To daj mi jabłko o smaku schabowego!
Chińczyk: Prosze, jabłko dla Pana.
Facet: Ty Chińczyk faktycznie smakuje jak schabowy, to daj mi jabłko o smaku cipki.
Chińczyk: Prosze, jabłko dla Pana.
Facet: (ugryzł i wypluł..) łee kupa , coś Ty mi dał?!
Chińczyk: Z drugiej strony, z drugiej strony..

Na lekcji religii:
- Jasiu co jest najważniejsze w życiu? - pyta ksiądz.
Jasio myśli, więc ksiądz postanawia mu podpowiedzieć:
- Pierwsza ko... ko... ?
- Pierwsza komórka?

Na religii ksiądz tłumaczy dzieciom pojęcie cudu.
- Gdybym wyskoczył z okna na dziesiątym piętrze i nic by mi się nie stało, to jak byś to nazwał Jasiu?
- Chyba przypadkiem...
- No, niech będzie. Ale gdybym skoczył drugi raz i też by mi się nic nie stało, to co to jest twoim zdaniem?
- Ja wiem, chyba szczęście...
- No, a gdybym wyskoczył po raz trzeci?!
- To byłoby chyba przyzwyczajenie.

Jasio odmawia wieczorną modlitwę.
- I spraw jeszcze Panie Boże, żeby Ankara była stolicą Finlandii.
- Ależ Jasiu, co ty wygadujesz - dziwi się mama.
- Bo widzisz, mamusiu, ja tak napisałem na klasówce z geografii.

Na lekcji religii.
- Powiedz Jasiu, co trzeba zrobić, żeby otrzymać rozgrzeszenie?
- Trzeba najpierw zgrzeszyć, proszę księdza.

Ksiądz na lekcji religii prosi, żeby dzieci narysowały aniołki. Wszystkie dzieci rysują aniołki z dwoma skrzydełkami, tylko Jaś z trzema. Ksiądz podchodzi i pyta:
- Jasiu, czy widziałeś kiedyś aniołka z trzema skrzydełkami?
- A ksiądz widział z dwoma?

Przybiega Jaś na stację benzynową z karnistrem:
- Dziesięć litrów benzyny, szybko!
- Co jest? Pali się?
- Tak, moja szkoła. Ale tak jakby przygasa!

Przedszkolanka pomaga Jasiowi założyć zimowe buciki, wysokie, wiązane. Szarpie się z opornymi butami i sznurowadłami. Dziecko siedzi i przygląda się spokojnie. Pani sapie i ciągnie buty.
- No, weszły...
- Ale buty są odwrotnie.
Pani patrzy. Faktycznie odwrotnie.
- Nie szkodzi. Zamienimy.
Zdejmuje buty, szarpie, sapie, ciągnie… wreszcie zeszły. Ponownie je nakłada. Szarpie, wzdycha, męczy się… jest!!! Weszły. Pani siedzi, dyszy, wyciera pot z czoła. A dziecko mówi:
- Ale to nie są moje buciki...
Pani zwęziły się oczy, ale odpowiada spokojnie:
- Nie szkodzi. Zdejmiemy.
Odczekała, nabrała powietrza i ściąga. Uff, zeszły.
- Butki są mojego brata. Mama kazała mi je nosić - dokończyło myśl dziecko.
Pani chwyciła się szafek. Twarz jej sczerwieniała, a zaciśnięte palce zbielały. Otrząsnęła się i znowu pomaga dziecku włożyć buciki. No… już... weszły!
- No dobrze - mówi przedszkolanka - A gdzie masz rękawiczki?
- W bucikach.

- Dlaczego nic nie narysowałeś? - pyta pan na plastyce.
- Ależ narysowałem.
- Co?
- Jak osioł się pasie na łące.
- To jest bardzo biała kartka papieru. Gdzie ta łąka?
- Łąka była śliczna, zieloniutka, ale osioł zjadł całą trawę.
- A gdzie osioł?
- Najadł się i poszedł.

Na lekcji fizyki nauczyciel pyta Jasia:
- Ile to jest litr?
- To samo co kilogram, tylko na mokro, panie profesorze.

- Jasiu, kiedy ty zazwyczaj odrabiasz lekcje?
- Po obiedzie.
- A czemu dzisiaj nie masz odrobionych?
- Bo wczoraj nie było obiadu.

- Jasiu, jak podzieliłbyś siedem gruszek na cztery osoby?
- Zrobiłbym smaczny kompocik!!!

Nauczyciel w klasie zwraca się do Jasia:
- Kowalski, dlaczego śpisz na lekcji?
- Wcale nie śpię, panie profesorze.
- W takim razie powtórz moje ostatnie zdanie.
- "Kowalski, dlaczego śpisz na lekcji?"

Przychodzi Jasio z płaczem do klasy.
- Co się stało? - pyta nauczycielka.
- Uderzyłem się - ryczy Jaś na całe gardło.
- Ale gdzie? - pyta zdenerwowana nauczycielka.
- W klamkę...
- Ale w którym miejscu?
- Na korytarzuuuu!!!