Czasami słyszymy np. w mediach (chociaż to kiepski przykład, bo w mediach połowa jest dla szumu, a połowa dla kasy), że jakaś para (powiedzmy, że malżeństwo), która nie miała żadnych skandali od powiedzmy 10 lat, wychowuje razem 5 dzieci, nagle się rozstaje. Załóżmy, że naprawdę się kochali, że było super jak w telenoweli i nagle czar prysł - być może mieli gorszy dzień, kto ich tam wie.
CO o tym sądzicie - czy wierzycie w przeznaczenie, że każdy spotka na swojej drodze ta jedną jedyną bądź tego jedynego i czasami coś nie zagra, ale po czasie (zazwyczaj jest już za późno)ten on i ta ona chcą do siebie wrócić, bo zauważają, że to było to, że warto walczyć o tą miłość.
Zgadzacie się z tym? Warto walczyć o miłość, czy lepiej dać sobie siana, bo na świecie jest ileś tam miliardów ludzi i można wybierać i przebierać?
Czasami słyszymy np. w mediach (chociaż to kiepski przykład, bo w mediach połowa jest dla szumu, a połowa dla kasy), że jakaś para (powiedzmy, że malżeństwo), która nie miała żadnych skandali od powiedzmy 10 lat, wychowuje razem 5 dzieci, nagle się rozstaje. Załóżmy, że naprawdę się kochali, że było super jak w telenoweli i nagle czar prysł - być może mieli gorszy dzień, kto ich tam wie.
CO o tym sądzicie - czy wierzycie w przeznaczenie, że każdy spotka na swojej drodze ta jedną jedyną bądź tego jedynego i czasami coś nie zagra, ale po czasie (zazwyczaj jest już za późno)ten on i ta ona chcą do siebie wrócić, bo zauważają, że to było to, że warto walczyć o tą miłość.
Zgadzacie się z tym? Warto walczyć o miłość, czy lepiej dać sobie siana, bo na świecie jest ileś tam miliardów ludzi i można wybierać i przebierać?