Polacy nie potrafią odmawiać. Ba, ciężko przychodzi im zrozumienie, że ktoś potrafi im czegoś odmówić. Strasznie mnie to wkurza. Np. masz zaproszenie na urodziny/imieniny. Nie możesz pójść, no naprawdę nie możesz, może masz zjazd na studia, może coś innego. Mówisz solenizantowi, że nie przyjdziesz i zaczyna się gadka: „No dobra, nie chcesz, to nie przychodź… Nie, przecież się nie obrażam! Po prostu nie musisz przychodzić, rozumiem”. I rozmowa kończy się trzaśnięciem słuchawki przez solenizanta. Gorzej jest, jeśli chodzi o pieniądze. „Oddam ci, na bank ci oddam za tydzień”. Dobra, czekamy tydzień, dwa, nieśmiało próbujemy się tłumaczyć „Wiesz, mam wydatki, potrzebuję tych pieniędzy”. Nie dochodzi. Ich nie obchodzi, że TY masz wydatki, że w końcu to TWOJE pieniądze. „Oddam ci później, ok?”, a my nieśmiało mówimy, że w porządku. W końcu nie chcemy wyjść na skąpców.Przykłady można mnożyć. Każdy z was pewnie mógłby się pochwalić kilkunastoma od zaraz. czy dajecie radę takim zjawiskom się przeciwstawiać ??????
Polacy nie potrafią odmawiać. Ba, ciężko przychodzi im zrozumienie, że ktoś potrafi im czegoś odmówić. Strasznie mnie to wkurza. Np. masz zaproszenie na urodziny/imieniny. Nie możesz pójść, no naprawdę nie możesz, może masz zjazd na studia, może coś innego. Mówisz solenizantowi, że nie przyjdziesz i zaczyna się gadka: „No dobra, nie chcesz, to nie przychodź… Nie, przecież się nie obrażam! Po prostu nie musisz przychodzić, rozumiem”. I rozmowa kończy się
trzaśnięciem słuchawki przez solenizanta. Gorzej jest, jeśli chodzi o pieniądze. „Oddam ci, na bank ci oddam za tydzień”. Dobra, czekamy tydzień, dwa, nieśmiało próbujemy się tłumaczyć „Wiesz, mam wydatki, potrzebuję tych pieniędzy”. Nie dochodzi. Ich nie obchodzi, że TY masz wydatki, że w końcu to TWOJE pieniądze. „Oddam ci później, ok?”, a my nieśmiało mówimy, że w porządku. W końcu nie chcemy wyjść na skąpców.Przykłady można mnożyć. Każdy z was pewnie mógłby się pochwalić kilkunastoma od zaraz. czy dajecie radę takim zjawiskom się przeciwstawiać ??????