pozwolisz,że spróbuję odpowiedzieć na Twoje pytanie?
żyjemy po to by być szczęśliwi...lecz gdy nie potrafimy przyjąć szczęścia i Miłości,ciągle uciekając,upatrując i widząc w Miłości tylko ból i cierpienie,a w życiu jakiś podstęp,to nic nigdy nas nie uszczęśliwi.Godzimy się na to,co nam przyniesie los i nasze przeznaczenie,widząc w tym wszystkim,tylko to,co chcemy zobaczyć.Miłość...to nie tylko słowo,nie polega ona także na tym,by posiąść kogoś na własność,bo nikt nie może być czyjąś własnością.Miłość bez zaufania i wolności,nie ma sensu.W Miłości liczy się nie tylko,to co sprawiło,że zaczeliśmy czuć coś do drugiej osoby,choć każdy przeżywa swoją Miłość zupełnie inaczej.Myślę,że bardzo istotny jest także blask duszy drugiego człowieka,co nie wszyscy dostrzegają,a szkoda...i to,co potrafimy z siebie dać,nie żądając nic ponad to,co możemy dostać,a możemy dostać wiele,lecz nic na siłę.Otwórzmy swoją duszę,dla tej drugiej osoby i badźmy,by być tylko dla niej,choć ludzka dusza jest nie zgłębiona i można ją odkrywać całę życie.
Miłość czasami odchodzi tak szybko,jak sie pojawiła i zapewne ma do tego wszelkie prawo...nie można jej przykuć kajdanami w jakimś jednym miejscu,by istniała,w swojej pięknej i nieskazitelnej formie musi być wolna...wolna ponad wszystko,co sprawia,że istnieje dalej.Czasami popełniamy błąd i nie potrafimy się pogodzić,z myślą,że to już koniec i w szaleńczej próbie determinacji ratujemy coś podcinając skrzydłą Miłości,choć tak naprawdę,to nic nie ratujemy...tylko coraz bardziej zacieśniemy petle,na szyi Miłości,tym samym doprowadzając,do jej nieuchronnego końca.
Gdy stracimy tyle,że już nie mamy nic więcej do stracenia,pojawia się światełko,w tunelu i dostajemy znacznie więcej niż straciliśmy.
A szczęście,czym jest szczęście?
Myślę,że by poznać szczęście powinniśmy najpierw poznać samego siebie...mamy swoje marzenia i rzeczy,które pragniemy,ale nie potrafimy się do tego przyznać i czasami się wstydzimy,tego co nam dało by szczęście.
Szczęście moim zdaniem,to nie tylko uśmiech na naszej twarzy,szczęście może przynieść nam każdy nowy dzień...dlaczego unikamy spontaniczności?Dlaczego myślimy tylko realnie i planujemy,z drobiazgami każdy nasz nowy dzień?Przecież nie musimy mieć wszystkiego zapiętego na ostatni guzik...a przedewszystkim,powinniśmy widzieć we wszystkim coś pozytywnego...nie ważne,czy się to uda,ważne,że mieliśmy odwagę i siłę spróbować.
Życie jest podobne do rzeki,jeśli nie wejdziemy do niej i nie zanurzymy się całkiem,to nigdy nie poznamy,jaka jest naprawdę.Albo jazda samochodem,dla jednych bedzie czymś strasznym,czymś bardzo cięzkim,czymś co przyprawia nas o zawrót głowy,a dla innych bedzie czymś pięknym,czymś co sprawia przyjemność i niesamowitą radość i myslę,że warto widzieć we wszystkim co robimy,coś wspaniałego i przyjemnego.Szczęście jest jak chuśtawka,czym szybciej i wyrzej się chuśtamy,to nie powinniśmy krzyczeć,ze strachu,bo nie po to na nią wsiedliśmy,by się bać i żałowac,że tam jesteśmy...lecz wrzeszczeć,z radości,że możemy przeżywać te piękne chwile.I myślę,że nalezy widzieć to wszystko co pozytywne,w każdym dniu naszego życia,a wtedy może ujrzymy szczęscie.
Przepraszam,że dodałem wątek o szczęściu...lecz Miłość i szczęście powinny iść w parze.
Ja tak to postrzegam.
Pozdrawiam Ciebie
Konto usunięte
22.11.2008 r. 19:00:33
Istnieje, tylko czasami trzeba jej pomóc. Wiem, że czasami traci się wiarę, bo ja też ją straciłam, ale pomimo wszystko wierzę, że gdzieś czeka na mnie ta jedyna miłość. Powodzenia i pozdrawiam
...
22.11.2008 r. 22:06:56
ale częściej uszczęśliwia... Powodzenia
Konto usunięte
22.11.2008 r. 22:37:55
i opowiem Ci coś Aniu jeszcze...coś,co kiedyś przeżyłem...
pewnego razu, gdy już nic się dla mnie nie liczyło,a wszystko było tak skomplikowane,że bardziej już nie mogło być..najpierw padał delikatny deszcz,później deszcz przeistoczył się,w ulewę,która mimo mojego nastroju przygnębienia,nie zmyła ze mnie moich czarnych myśli...moje myśli były zagmatwane,myślałem,że w tym dniu rozwiąże moje problemy,choć w głębi duszy sam nie wiem czemu chciałem by mimo wszystko nie udało mi się...wiem,to dziwne,jak można samemu chcieć własnej zguby?Lecz,tak naprawdę,po większym namyślę,jak tak szedłem,w tych strugach deszczu,a woda wylewała mi się z butów,szedłem tak 15km,po kostki w wodzie...mogłem się schować i przeczekać tą ulewę,ale myślę,że tak naprawdę,to ja potrzebowałem tej ulewy...i stwierdziłem wtedy,że to co mnie spotkało,to nie była moja zguba,lecz szansa,od losu na wybranie tej właściwej drogi.Myślę,że czasami podjęcie dobrej decyzji,jest wręcz niemożliwe i czasami warto zdać się na los,niech on zdecyduje za Nas.
Ten deszcz,te myśli i to co wtedy się wydarzyło,to wszystko zaistniało naprawdę.Wtedy,w strugach deszczu odzyskałem wiarę.
Czasami niektóre sytuacje,który mnie spotkały w życiu,przez innych były widziane w czarnych barwach,lecz ja tak nie myślałem...i z pędem wiatru,dni które wraz z nim uleciały,wyszło,że to co czasami wygląda na złe,tak naprawdę jest pozytywne.
PS...
Gdy wiara gdzieś pod wpływem skrajnych emocji uleci ,to warto ją odszukać.Zadawaliście sobie kiedyś takie pytanie...że to,co doprowadziło do tego,że się poddaliście się,być może sprawiło,że to wydarzenie jest właśnie nie końcem,lecz poczatkiem Waszego szczęścia? Wczoraj nie był ostatni dzień szczęścia...lecz jutro może dopiero nastąpić,pierwszy dzień Waszego wielkiego szczęscia.
Konto usunięte
23.11.2008 r. 12:30:58
czym, że jest miłość jak ona ciagle zawodzi?? cchialabym porozmawiac z kims na ten temat, bo wiekszosc ludzi uwaza za tabum a jak wy myslicie?
pozwolisz,że spróbuję odpowiedzieć na Twoje pytanie?
żyjemy po to by być szczęśliwi...lecz gdy nie potrafimy przyjąć szczęścia i Miłości,ciągle uciekając,upatrując i widząc w Miłości tylko ból i cierpienie,a w życiu jakiś podstęp,to nic nigdy nas nie uszczęśliwi.Godzimy się na to,co nam przyniesie los i nasze przeznaczenie,widząc w tym wszystkim,tylko to,co chcemy zobaczyć.Miłość...to nie tylko słowo,nie polega ona także na tym,by posiąść kogoś na własność,bo nikt nie może być czyjąś własnością.Miłość bez zaufania i wolności,nie ma sensu.W Miłości liczy się nie tylko,to co sprawiło,że zaczeliśmy czuć coś do drugiej osoby,choć każdy przeżywa swoją Miłość zupełnie inaczej.Myślę,że bardzo istotny jest także blask duszy drugiego człowieka,co nie wszyscy dostrzegają,a szkoda...i to,co potrafimy z siebie dać,nie żądając nic ponad to,co możemy dostać,a możemy dostać wiele,lecz nic na siłę.Otwórzmy swoją duszę,dla tej drugiej osoby i badźmy,by być tylko dla niej,choć ludzka dusza jest nie zgłębiona i można ją odkrywać całę życie.
Miłość czasami odchodzi tak szybko,jak sie pojawiła i zapewne ma do tego wszelkie prawo...nie można jej przykuć kajdanami w jakimś jednym miejscu,by istniała,w swojej pięknej i nieskazitelnej formie musi być wolna...wolna ponad wszystko,co sprawia,że istnieje dalej.Czasami popełniamy błąd i nie potrafimy się pogodzić,z myślą,że to już koniec i w szaleńczej próbie determinacji ratujemy coś podcinając skrzydłą Miłości,choć tak naprawdę,to nic nie ratujemy...tylko coraz bardziej zacieśniemy petle,na szyi Miłości,tym samym doprowadzając,do jej nieuchronnego końca.
Gdy stracimy tyle,że już nie mamy nic więcej do stracenia,pojawia się światełko,w tunelu i dostajemy znacznie więcej niż straciliśmy.
A szczęście,czym jest szczęście?
Myślę,że by poznać szczęście powinniśmy najpierw poznać samego siebie...mamy swoje marzenia i rzeczy,które pragniemy,ale nie potrafimy się do tego przyznać i czasami się wstydzimy,tego co nam dało by szczęście.
Szczęście moim zdaniem,to nie tylko uśmiech na naszej twarzy,szczęście może przynieść nam każdy nowy dzień...dlaczego unikamy spontaniczności?Dlaczego myślimy tylko realnie i planujemy,z drobiazgami każdy nasz nowy dzień?Przecież nie musimy mieć wszystkiego zapiętego na ostatni guzik...a przedewszystkim,powinniśmy widzieć we wszystkim coś pozytywnego...nie ważne,czy się to uda,ważne,że mieliśmy odwagę i siłę spróbować.
Życie jest podobne do rzeki,jeśli nie wejdziemy do niej i nie zanurzymy się całkiem,to nigdy nie poznamy,jaka jest naprawdę.Albo jazda samochodem,dla jednych bedzie czymś strasznym,czymś bardzo cięzkim,czymś co przyprawia nas o zawrót głowy,a dla innych bedzie czymś pięknym,czymś co sprawia przyjemność i niesamowitą radość i myslę,że warto widzieć we wszystkim co robimy,coś wspaniałego i przyjemnego.Szczęście jest jak chuśtawka,czym szybciej i wyrzej się chuśtamy,to nie powinniśmy krzyczeć,ze strachu,bo nie po to na nią wsiedliśmy,by się bać i żałowac,że tam jesteśmy...lecz wrzeszczeć,z radości,że możemy przeżywać te piękne chwile.I myślę,że nalezy widzieć to wszystko co pozytywne,w każdym dniu naszego życia,a wtedy może ujrzymy szczęscie.
Przepraszam,że dodałem wątek o szczęściu...lecz Miłość i szczęście powinny iść w parze.
Ja tak to postrzegam.
Pozdrawiam Ciebie
Istnieje, tylko czasami trzeba jej pomóc. Wiem, że czasami traci się wiarę, bo ja też ją straciłam, ale pomimo wszystko wierzę, że gdzieś czeka na mnie ta jedyna miłość. Powodzenia i pozdrawiam
ale częściej uszczęśliwia... Powodzenia
i opowiem Ci coś Aniu jeszcze...coś,co kiedyś przeżyłem...
pewnego razu, gdy już nic się dla mnie nie liczyło,a wszystko było tak skomplikowane,że bardziej już nie mogło być..najpierw padał delikatny deszcz,później deszcz przeistoczył się,w ulewę,która mimo mojego nastroju przygnębienia,nie zmyła ze mnie moich czarnych myśli...moje myśli były zagmatwane,myślałem,że w tym dniu rozwiąże moje problemy,choć w głębi duszy sam nie wiem czemu chciałem by mimo wszystko nie udało mi się...wiem,to dziwne,jak można samemu chcieć własnej zguby?Lecz,tak naprawdę,po większym namyślę,jak tak szedłem,w tych strugach deszczu,a woda wylewała mi się z butów,szedłem tak 15km,po kostki w wodzie...mogłem się schować i przeczekać tą ulewę,ale myślę,że tak naprawdę,to ja potrzebowałem tej ulewy...i stwierdziłem wtedy,że to co mnie spotkało,to nie była moja zguba,lecz szansa,od losu na wybranie tej właściwej drogi.Myślę,że czasami podjęcie dobrej decyzji,jest wręcz niemożliwe i czasami warto zdać się na los,niech on zdecyduje za Nas.
Ten deszcz,te myśli i to co wtedy się wydarzyło,to wszystko zaistniało naprawdę.Wtedy,w strugach deszczu odzyskałem wiarę.
Czasami niektóre sytuacje,który mnie spotkały w życiu,przez innych były widziane w czarnych barwach,lecz ja tak nie myślałem...i z pędem wiatru,dni które wraz z nim uleciały,wyszło,że to co czasami wygląda na złe,tak naprawdę jest pozytywne.
PS...
Gdy wiara gdzieś pod wpływem skrajnych emocji uleci ,to warto ją odszukać.Zadawaliście sobie kiedyś takie pytanie...że to,co doprowadziło do tego,że się poddaliście się,być może sprawiło,że to wydarzenie jest właśnie nie końcem,lecz poczatkiem Waszego szczęścia? Wczoraj nie był ostatni dzień szczęścia...lecz jutro może dopiero nastąpić,pierwszy dzień Waszego wielkiego szczęscia.
czym, że jest miłość jak ona ciagle zawodzi?? cchialabym porozmawiac z kims na ten temat, bo wiekszosc ludzi uwaza za tabum a jak wy myslicie?
...powiedzial zajac,jeza sciskajac