Sztuka zawierania znajomości - Odcinek 2 - Dziewczyna z wyobraźnią
Zawarcie znajomości może być przypadkowe, samo się dzieje i jakoś tak spontanicznie mamy nową znajomość. Tak się często zdarza, gdy poznajemy kogoś na spotkaniu towarzyskim; po prostu przedstawia nas nasz znajomy swoim znajomym. Łatwo zawrzeć znajomość podczas podróży, na przykład autobusem czy pociągiem. Jest jednak subtelna różnica pomiędzy tym co dyktuje tak zwana okoliczność dziejowa, a tym co sami możemy wyreżyserować. W tym drugim przypadku jest to już pewna sztuka. Bo los może posadzić w jednym pociągowym przedziale wymarzoną dla siebie parę nieznajomych i znajomość „sama się zawiera”. Najczęściej bywa jednak tak, że trzeba trochę inwencji i odwagi, by zawrzeć znajomość właśnie z TĄ, czy właśnie z TYM, na widok którego przyśpieszył rytm bicia serca. Oddaję głos Milenie, która opowie o kolejnych przypadkach spotkań.
M.S.
Przypadek drugi – Na wernisażu
Otwarcie wystawy obrazów, rysunków, fotografii, czy też spotkanie z autorem nowowydanej książki, jest świetną okazją do nawiązania znajomości. Na takie wydarzenia przychodzą artyści, również ludzie mediów, można wtedy zawrzeć znajomość z dziennikarzem radiowym albo redaktorem gazety.
Jestem na otwarciu wystawy fotograficznej, której autorami są mieszkańcy mojego miasta. Na ścianach wiszą zdjęcia znajomych osób i miejsc. Można sięgnąć po lampkę wina, szwedzki stół proponuje kanapki. Atmosfera wymarzona do swobodnej wymiany zdań z przypadkowym nieznajomym. W takim miejscu przyjęty jest zwyczaj wymieniania się wizytówkami. Czekam, aż MÓJ wybrany (nie jest wysoki ani szalenie przystojny, ale jestem przekonana, że to facet z radia, prowadzący programy muzyczne) podejdzie po kanapkę. Staję ramię w ramię z nim i sięgam ręką tak, że mu przeszkadzam.
- Och przepraszam, wcale nie jestem taka głodna. Pan pierwszy.
Przygotowałam sobie taką odzywkę. Musiał na nią coś odpowiedzieć, a ja wydałam się chyba swobodna i dowcipna.
- Nie, nie nie. Niech pani sięgnie pierwsza.
Ładnie powiedział. To „sięgnie” świadczy o jego bogatym słowniku polszczyzny i utwierdza mnie (także barwa głosu), że to faktycznie ten radiowiec. Trochę mnie to skrępowało, bo to osoba jednak jakoś publiczna, ale nie pękłam i jadę dalej. W końcu to JA reżyseruję, a właściwie piszę scenariusz wydarzenia. I to tego w miejscu naznaczonym sztuką.
- Nie, nie nie, pozwoli pan, że wpadnę w słowo, obejdę pana i wezmę sobie z drugiej strony.
Moje „wejdę w słowo” jest aluzją do tego, że powtórzyłam jego „nie, nie nie”. I MÓJ wybraniec to zauważył, wychwycił. Uśmiechnął się, przyjrzał mi się uważniej.
- Przecież wystarczy, że się przesunę. Proszę bardzo.
Dotknął mego ramienia! A zaraz potem idziemy do stolika na którym czekają lampki czerwonego i białego wina. Opowiada mi śmieszną historię o szalonym fotoreporterze. No i znajomość zawarliśmy. Bałam się przed podejściem, ale udało się, chyba zaważyło to, że nie byłam jednak spięta. Wczułam się w atmosferę miejsca; ludzie dowcipkowali, swobodnie podchodzili do stołów z winem i kanapkami. A przyszłam na wernisaż sama...
Przypadek trzeci – Na przystanku autobusowym
Zawarcie znajomości na przystanku autobusowym to zupełnie inna historia niż wybranie się na wernisaż i tam zainscenizowanie przypadkowego spotkania. Na przystanku nagle wpada w oko ON, za chwilę nadjedzie autobus, a ja nie wiem, czy pojedziemy nim razem. Trzeba więc działać szybko i użyć „siły błyskawicznego rażenia” – tak to ładnie nazwała jedna z moich bliskich koleżanek. Oczywiście mogę zapytać, czy mój autobus właśnie nie odjechał, albo o której odjedzie. To są jednak pytania banalne i ON nie zwróci na mnie szczególnej uwagi. Czasu jest mało, więc trzeba od razu zaskoczyć czymś, co GO zmusi do zwrócenia na mnie uwagi.
- Przepraszam, nie wie pan, czy dzisiaj w ogóle jeżdżą autobusy?
ON mi się chwile przygląda i w końcu odpowiada pytaniem.
- A dlaczego miałyby nie jeździć?
I oto chodzi. Teraz mogę rzucić kilka powodów.
- Bo słyszałam, że kierowcy zastrajkowali z powodu dyspozytora. Podobno bardzo często jest w niedyspozycji.
Po tym tekście, będącym jednocześnie testem na poczucie humoru, ON ma dwie możliwości. Albo zbyć mnie krótkim.
- Zdaje się, ma pani złe informacje.
Albo powiedzieć
- Słyszałem coś o tym, nawet wiem o jaką niedyspozycję chodzi.
I wtedy mamy porozumienie, możemy pośmiać się na temat niedyspozycji dyspozytora i razem wsiąść do autobusu, który właśnie nadjechał. Sama mam trochę specyficzne poczucie humoru; każda z nas ma poczucie humoru i sztuką jest z niego korzystać. Nie bać się z niego korzystać!
C.D.N.
Milena