- Jakie są ulubione ryby lekarzy ?

- Duże sumy .

-Ten preparat przeciwko łysieniu czyni cuda.Przy jego pomocy włosy wyrosną nawet na kuli bilardowej.
-Chętnie uwierzę..ale czy to nie będzie przeszkadzało w grze?

Gość do kelnera w restauracji :
-Chciałbym porozmawiać z szefem kuchni.Interesuje mnie przepis na ten sos,którym polane były ziemniaki .
-Tak panu smakował?
-Nie, ale szukam dobrego kleju do tapet

Roztargniony profesor wchodzi do zakładu fryzjerskiego i mówi :
-Proszę mnie ostrzyc.
-Z przyjemnością,tylko proszę zdjąć kapelusz.
-Och,bardzo przepraszam .Nie zauważyłem ,że tu są damy

- Słuchaj stary, wczoraj, gdy akurat nie było mojej ślubnej, bzykam
sobie elegancko lalę, którą poderwałem na ulicy, i nagle wchodzi
moja teściowa!
- I co? I co?
- I, słuchaj, bardzo pozytywnie mnie kobita zaskoczyła. Bardzo pozytywnie.
- Co zrobiła? No co?
- A, no kulturalnie wzięła i zeszła.
- Na dwór?
- Nie, na zawał.

Ruski naukowiec przeprowadza testy na pająku.
Odciął mu jedno odnóże i mówi:
- Pająk, idi!
Pająk idzie. Rusek zapisuje:
"Po odcięciu pierwszego odnóża pająk idzie"
Potem odcina drugie odnóże:
- Pająk, idi!
Pająk idzie. Sytuacja powtarza się kilkakrotnie. W końcu pająkowi zostały dwie nogi. Rusek odciął przedostatnią:
- Pająk, idi!
Pająk, jedną nogą, posuwał się powolnie, ale idzie. Rusek zapisuje:
"Po odcięciu przedostatniego odnóża pająk idzie."
Po chwili odciął ostatnie odnóże, i mówi:
- Pająk, idi!
Pająk nie idzie; nie ma jak. Rusek zapisuje w dzienniku:
"Po odcięciu ostatniego odnóża pająk ogłuchł."

Spotyka się misiu z zajączkiem:
- Stary, chodź wybierzemy się razem na saunę.
- Okay - odpowiada zając - nie ma sprawy
I poszli. Po jakimś czasie znaleźli się przed drzwiami sauny.
- To co, zając, wchodzimy?
- Jak to "my"?! Nie możemy wejść pojedynczo?
Misiu popatrzył na niego... i odpowiedział:
- No jak chcesz. To wchodź pierwszy.
- Ja?!
- Oj zając! Dobra, to ja wejdę pierwszy, a ty tu czekaj.
I misiu wszedł. Po jakimś czasie wychodzi: mokry, zmęczony, całe futro ma mokre..
- No zając. Twoja kolej.
Zajączek wszedł. Po chwili misiu słyszy okrzyki i wrzaski: Ach! Ał! Auć!
Nie może wytrzymać, zagląda pod drzwiami, przez malutką szybkę, ale nic nie widzi! Po chwili nie wytrzymał i wchodzi, a tam.. zając powoli.. pęsetą wyrywa sobie włosek po włosku..
- Co ty robisz?!
- No co? Nie chce sobie futerka zamoczyć!

Pewien prestidigitator pracował na statku wycieczkowym na Karaibach. Widownia się zmieniała, więc iluzjonista tydzień po tygodniu pokazywał te same sztuczki. Jedynym problemem była papuga kapitana, która oglądała te numery tak długo, że powoli zaczynała rozumieć, na czym polegają. Raz zaczęła wołać w czasie pokazu: "Patrzcie! To nie ten sam kapelusz!", "Patrzcie! Chowa kwiaty pod stół!" Magik był wściekły, ale nie mógł nic zrobić, bo jednak była to papuga kapitana. Pewnej nocy statek zderzył się z innym i zatonął. Magik ocknął się sam, dryfujący na kawałku drewna, na którym siedziała również papuga. Oboje się nienawidzili, więc nie odzywali się do siebie słowem. I tak mijał dzień za dniem... Po tygodniu papuga wreszcie mówi:
- OK! Poddaję się! Gdzie jest statek?!

3 studentow całe studia znierało na wycieczke do Kenii- nie chodzili na browary, jak Bóg przykazał, nie imprezowali, nie bakali. w koncu na 5 roku pojechali do upragnionej Kenii. rozbili namiociki, siedli koło ogniska, patrza w rozgwierzdzone niebo.
- ech...- wzdycha pierwszy- wódeczki bym sie napił...
- ja też...- powiedział drugi
- no co wy! chłopaki! nie poto nie imprezowałem całe studia by teraz chlac wódke! mam kase na zwiedzanie, podroze, okrycia! nie bede wydawał chajsy na alko!

no to dwaj pierwsi razno poszli sami do sklepu. kupili elegancka buteleczke, po drodze sie opili, dobili sie w obozowisku.
wstaja rano tacy pol przytomni, niewyrazni, wczorajsi, obolali, ze skarpetra w gębie, suszy ich jak jasna cholera... drapia sie po plecach (i tylkach) i patrza ze przed namiotami lezy taki duzy, gruby, objedzony krokodyl. z jego paszczy wystaje tylko głowa
ich kolezki- abstynenta
- oo...- zaczął pierwszy- na wódke załował a śpiworek ma la' costa!

Student trafia do piekła. Na powitanie Diabeł pyta się go do jakieg piekła chce trafić, do normalnego, czy do studenckiego. Student myśli sobie: Studenci to mają zawsze przejebane.
- Do normalnego - odpowiedział
Tam też trafił. Wchodzi, a tam niezła imprezka: wszyscy sączą trunki, w tle muzyczka, wszędzie całkiem niezłe panienki, a jacyś goście w kącie popalają se zioło. Wszystko cacy, ale wieczorem student patrzy: Zjawia się diabeł z gwoździem w jednej i młotkiem w drugiej łapie po czym bez wyjaśnienia wbija mu gwóźdź w dupe. Nastepnego dnia sytuacja się powtarza i tak przez dni następne.
Po trzech miesiącach student stwierdza iż czs spróbować piekła studenckiego. Zagaił diabła, a ten na to, że nie ma problemu, może się przenieść.
Student wchodzi, patrzy, a tam impra na całego, wszyscy najebani, zjarani, alkohol leje się strumieniami i wszędzie kręcą się taaakie **cenzura** . Imprezka trwa lecz diabeł się nie pojawia. I tak jeden dzień, drugi, trzeci ...
Po pół roku: studentmaksymalnie zmelanżowany, gardło zdarte od wódy, mózg przez dragi wyżarty ... aż nagle zjawia się diabeł: z wiadrem gwoździ w jednej ręce i elektryczną wbijarką w drugiej.
Student przerażony:
- Co jest?
- Sesja student, sesja!!!

Chłop miał 200 kur i ani jednego koguta. Poszedł do sąsiada, kupić tak ze trzy na początek.
A sąsiad na to:
- Ale po co trzy? Słuchaj stary, ja ci sprzedam Kazia. Kazio to jest taki kogut, że ci te wszystkie 200 kur spoko obsłuży.
OK, po trzeciej wódce dobili targu, chłop wrócił z Kaziem do gospodarstwa, wypuścił go z klatki i mówi:
- Słuchaj Kaziu - to jest teraz twoje gospodarstwo, 200 kur na ciebie czeka. Wyluzuj się, jesteś tu jedynym kogutem, nie ma co się spieszyć, tylko mi się nie zmarnuj - kupę kasy za Ciebie dałem.
Ledwo skończył mówić, SRU! Kaziu wpadł do kurnika. Przeleciał wszystkie kury kilka razy, tylko pierze leciało. SRU! Poleciał do budynku obok gdzie
były kaczki - to samo. Chłop krzyczy, próbuje go hamować, ale gdzie tam! SRU! Poszedł Kazio za stadem gęsi i zniknął w oddali.
Rano chłop wstaje, patrzy - leży Kaziu na podwórku, kompletna padlina. Nad nim krążą sępy. Podbiega i krzyczy:
- A widzisz Kaziu, mówiłem Ci, daj spokój, tyle kasy w błoto...
A kaziu otwiera jedno oko i syczy przez zaciśnięty dziób:
- Cśśś, sp***dalaj, bo mi sępy płoszysz...

Rząd Ukrainy zastanawia się, co zrobić z ziemią wokół Czarnobyla.
- Nie możemy tam nic uprawiać, ani ziemniaków, ani kukurydzy...
- Możemy zasiać tam tytoń, a na paczkach papierosów umieścimy napis: „Ministerstwo zdrowia ostrzega po raz ostatni...”.

Bóg patrząc na grzeszną Ziemię zauważył zły stosunek społeczeństwa do
lekarzy.
Chcąc podnieść reputację całego personelu medycznego, zszedł na Ziemię i
zatrudnił się jako lekarz w przychodni rejonowej.
Pierwszy dzień pracy, siedzi w izbie przyjęć, przywożą mu sparaliżowanego
chorego (20 lat na wózku inwalidzkim).
Bóg wstaje, kładzie choremu na głowę swoje dłonie i mówi:
- Wstań i idź!
Chory wstaje, wychodzi na korytarz. Na korytarzu tłum oczekujących, wszyscy
pytają:
- No i jak nowy doktor?
- Doktor jak doktor, kur*a, nawet ciśnienia nie zmierzył...

a skrzyżowaniu stoi niewidomy z psem przewodnikiem. Zapala się czerwone
wiatło dla pieszych i w tym momencie pies ciągnie faceta na jezdnię.
Rozlega się przeraźliwy pisk hamulców, lecą joby, no ale jakoś wszystkim
udało się wyhamować i niewidomy cały i zdrowy przeszedł przez jezdnię.
Zatrzymał się na chwilę, poszperał po kieszeniach, znalazł jakieś
ciastko i częstuje psa.
Facet, który z boku obserwował całe zajście, podchodzi i zagaja:
- Panie! Ten pies prawie pana zabił, a pan jeszcze go ciastkiem nagradzasz!?
- Ee... nie, chcę tylko sprawdzić gdzie on ma łeb, żeby go kopnąć w dupę!

- Ile zajmuje Windows Vista?
- Ile znajdzie, tyle zajmie.