Wrzutka użytkownika
Konto usunięte
09.08.2012 21:38 · ID 820129
Kącik poezji
pisanej , śpiewanej , nasze ulubione wiersze , wierszydła , może autorskie debiuty m-kontaktowiczów ? bo niby dlaczego proza życia miałaby nas stratować wdeptać w błoto codzienności
Dyskusja
1664
Komentarze
Odpowiedzi mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Zaloguj się.
Stroję się
w melancholię
ubieram
szaty fioletowe
za oknem
mgła jak wata
ciężarem przygniata
liść spadły posiwiła
więc to już koniec lata?
otulić by się szalem
omotać by się żalem
zanurzyć we wspomnienia
i skulić się i skurczyć
w fotela czeluści
by lizać swoje rany
przez życie zadane
Jadwiga Zgliszewska
................................
...już wkrótce popłynę tam...
gdzie czerwone słońce pieści wodę...
...po horyzont w bezkresną dal...
...by podziwiać mej kochanki urodę...
...zatańczy wtedy uśmiech mój...
na bryzie...na wantach...na fali..
...ręką dotknę niebieski bezmiar Jej wód...
i zatracę się w Jej bliskości...w Jej dali...
...Ty nie zdradzasz...zawsze jesteś tu...
i wybaczysz że nie stawię się któregoś roku...
...srebrzystym szelestem swoich fal...
na zawsze uśpisz mnie...
...ukojenie dając i spokój...
...2o16...
...bo kiedy przychodzi noc w swym czarnym płaszczu podszytym tysiącami nieznanych dźwięków...ukrywając wszystkie szczegóły otaczającej mnie rzeczywistości...z gwiazd Jej korony moja wyobraźnia maluje Ciebie...i choć jesteś czarno-biała i krzykiem puszczyka Ciebie jedynie słyszę...to nie słów i obrazów mi trzeba...tylko splątania oddechów...krągłości piersi...smukłości szyi...alabastrowej gładkości skóry o zapachu oddania a i pożądania zarazem...tylko tyle wystarczy byś pod dotknięciem mych dłoni instrumentem przez nie strojonym się stała...by razem stworzyć symfonię małych strachów i wielkich uniesień...niemych krzyków i oczu proszących o więcej wiolinowych kluczy...zatracenie jest końcem nigdy się nie kończącym...bo tak wiele różnorakich dźwięków jest w Tobie że tej symfonii nigdy nie dokończę.....................
...09:02...
...ze starej tuby babcinego patefonu...
cudowny czar walczyka tryska...
...a tańczącej Pati mama głosem wtóruje...
...ach walczyk...ach walczyk...
jak cudnie córeczko tańczysz...
...stary Becker na ścianie co pałace pamięta...
wybił już dwudziestą...
...czas już się położyć...
odpocząć po pląsach...
...ach walczyk...ach walczyk...
jak cudnie córeczko tańczysz...
...z tymi oto słowami czar zabawy tryska...
nie ma już Beckera...
...nie ma patefonu...
pozostała Pati tańcząca walczyka...
...ach walczyk...ach walczyk...
jak cudnie wnusiu tańczysz...
......ale taki rzeczywisty...m.d.s...
Dziś nad stawem przedstawienie,
pulchna żaba gra na scenie.
Pragnie zostać wielką damą,
by już nigdy nie być samą.
Ciężko łazi, ledwie człapie,
swym jęzorem skórę drapie.
Cielsko wlecze ta ropucha,
brudem, kurzem wstrętnie bucha.
Chce piruet zrobić zgrabnie,
lecz wygląda to nieładnie.
Weszła w rolę z całą mocą,
inne żaby z niej rechocą...
czasami zastanawiam się, co kieruje niektórymi potrzeba zmian, ekscytacji czy to już objaw choroby zapewne nieuleczalnej
idę ku Tobie tataraku majowy...
w Warcie szemrzącej bystrzem w Toporowie...
widzę Twe odbicie nie otwierając powiek...