UpadekWychodze zamykam dzwi i upadam Lece w dol czuje ze spadam Caly swiat sie kreci
Wszystkie piekne chwile wydostaja sie z pamieci I te gorsze tez widze ciemnosc przed oczami
Wstaje na nogi niewiem gdzie jestem Niewiem co sie dzieje co tu robie i kim jestem Ty
odeszlas ja umarlem... Juz nie jestem tym czlowiekiem ktorym bylem kiedys Kiedys milosc
nadawala zyciu rytm Teraz zostala mi nienawisc do samego siebie no i dym Co wypelnia moje
pluca Tylko to teraz pozwala mi zyc a zyc tak niechce To ciezkie powietrze to wszystko mnie
przytlacza Czasem niechce wiezyc ze to wszystko mnie otacza Chcialbym cofnac czas albo uciec
gdzies daleko Ale obowiazek ktory mam niemozna spelnic tak lekko To wszystko jest jak pieklo
ktore siedzi w mojej glowie Znow ubieram sie wychodze i spotykam Cie na drodze Kiedy widze
Cie mam ochote by upalic sie spowrotem By zapomniec to co kiedys wydazylo sie Zyje z
swiadomoscia ze to moja wina I niechce mi sie zyc gdy sobie przypominam Jak lzy Ci ciekna
przezemnie po policzkach I chce zebys wiedziala ze pisze to dla Ciebie Tych kilka wersow dla
mnie jest jak rozgrzeszenie A pokuta bedzie przyjecie zycia w samtnosci Zduszenie w sobie
nienawisci i zlosci I zostaje mi nadzieja z ktorej moga szydzic Ze kiedys do mnie wrocisz i
znow bedziemy szczesliwi |
Komentarze
Dołącz do rozmowy pod wpisem